Blog > Komentarze do wpisu

No to zaczynamy.

Sporo czasu ostatnio zajmują mi wnętrza. Skończyłam właśnie kurs i jestem świeżo upieczonym projektantem wnętrz:). Miłe uczucie, fajne doświadczenie i dobre wrażenia. Same plusy. Szczególnie po kilku latach i kilku zrobionych wnętrzach. Miło mieć w końcu jakiś papier. Nauczyłam się Sketchup'a. Fajna zabawka, którą coraz bardziej lubię. Przymierzam się do Autocada - właściwie potrzebne mi tylko podstawy. No i jeszcze trochę rendering niestety trzeba podciągnąć. I po co to wszystko? Jeszcze nie mam śmiałości marzyć głośno:)

 

Na razie....cały czas chodzi mi po głowie projekt domu, który mam zrobić w najbliższym czasie. Będzie to już drugi dom, który będę projektować dla siebie i mojej rodziny. Tym razem mam narzucone ściany zewnętrzne, okna itd - dom jest w stanie surowym zamkniętym. Jego plan mnie nie przekonuje. Nie potrafię w prosty i szybki sposób zaproponować pomieszczeń, które spełnią moje wymagania pod względem funkcji i designu. Zmagam się i walczę z tym domem. Mam wysoko postawioną poprzeczkę, a ogranicza mnie to, co już jest zrobione.

 

Będzie to kolejny dom minimalistyczny - tę formę mam wpisaną w swoją historię. Wnętrze dla mnie musi mieć proste formy, być czytelne i uporządkowane, uspokajające i zrównoważone. Najlepiej jeszcze dodatkowo oszczędne w dosłownym znaczeniu tego słowa. Hmmmm...ale ostatnio polubiłam falę...., zakręcony secesyjny kształt łodygi......,złagodzony kant kwadratu....Moje umiłowanie do prostokreślnych kształtów zostało trochę zakłócone. Zmieniam się, a ze mną moje wnętrza. Myślę, że mimo mojej skłonności do biało-czarnych wnętrz, a właściwie bardziej białych i palety zimnych barw, tym razem zaryzykuję zastosowanie trochę cieplejszych kolorów jako dodatków. Chociaż tak trudno jest zrezygnować z monochromatycznych, czystych i uporządkowanych wnętrz. Przynjamniej w idei docelowej. Projektując biuro - polubiłam falę, projektując poprzedni dom - skosy i belki na suficie, projektując pokój mojej księżniczki - przekonałam się do różu. Po drodze były projekty mieszkań, gdzie torchę więcej było glamour i efekt rozszczepionego światła z a'la kryształowego żyrandola mnie zachwycił oraz gdzie wyżyłam się czerwienią i kompletnie mi się znudziała po tym doświadczeniu. Zdziwiło mnie połączenie amarantu i szarości - polubiłam je bardziej. A na ostatnim kursie polubiłam bielone deski!, wróciłam do zieleni i bieli, błyszczących powierzchni i matowego szkła, przypomniałam sobie, że kocham piękne zdjęcia - ale całość wyszła mniej surowa niż moje pierwsze mieszkanie, mimo że w podobnym stylu.

 

Trochę mi to zajęło, ale w końcu nauczyłam się łagodzić minimalistyczne wnętrza, przystosowywać je do życia, ocieplać a czasem nawet dostosowywać w taki sposób, że minimalizm zdradza tylko widoczne uporządkowanie wnętrza i widoczny kontrast. W sklepach mamy już taki wybór dodatków, faktur, że wnętrzem można się już bawić i ja do tego dorosłam... Wnętrza mogą już wyrażać lokatora, nie muszą już być anonimowe, mają ten element ryzyka, którego jeszcze kilka lat temu unikałam...

 

Po latach mam już kolorowe pokoje.... chociaż....w formie dalej minimalistyczne i uniwersalne. Łatwo te moje wnętrza odczarować na styl hotelowy:)

niedziela, 24 stycznia 2010, patrycjana
Tagi: mój dom

Polecane wpisy